sobota, 5 stycznia 2019

Izrael, Święta, Nowy Rok

Czytałem o Izraelu jako o kierunku obowiązkowym, podczas lotu zastanawiałem się dlaczego, a już na lotnisku wiedziałem, że będzie petarda. Pustynia, miejsca święte, piękne morza i zróżnicowana pogoda. Różnorodność przede wszystkim. Religii, ludzi, stylów. Dwa zupełnie inne światy: Izrael i Palestyna. Wszystko to wśród granic okraszonych drutem kolczastym, żołnierzami i żołnierkami, a w tle ta przepiękna pustynia. Jest pięknie i, mimo wszystko, dla turystów bezpiecznie. Film z wyprawy publikuje poniżej, za zgodą Piotra, który pięknie filmowo podsumował  wyprawę i jest autorem tego naprawdę super filmu. 



Był Izrael wspaniałe towarzystwo żony, Piotra i Zosi i te chwile beztroski, które udaje się przemycić do tak zwanego codziennego życia. Tej beztroski, której jest coraz mniej i za którą tak bardzo tęsknię i jest potrzebna. W 2018 było jej mało, a i tak oceniam ten rok jako najlepszy w życiu. Trochę to sprzeczne ale zamiast błogich stanów dużo było spiny i przygotowań. I niepewności czy wszystko się uda. Ślub, czterdziestka, przeprowadzka to tylko niektóre z wydarzeń. A wszystko poszło świetnie i szczęśliwie na koniec roku zamieszkaliśmy na wsi. Z dala od świateł pięknego i bogatego Wilanowa. A  jakoś trudno mówić o porzuceniu luksusu na rzecz minimalizmu zamieniając czterdzieści metrów na dwieście.... Jednak w całym tym pięknym roku były momenty bardzo smutne i do teraz nie mogę uwierzyć, że nie ma obok Morrisa. Kota niezwykłego, którego duch czuję w tym domu. Duch i tę niezwykłą kocią cechę bezwzględnej dobroci.... 

W Nowy Rok weszliśmy hucznie organizując sylwka, ajakże, w nowej chałupie. Nagle zrobiła się masa ludzi, zabrakło szkła więc były filiżanki. I tak sobie myślę, że największa wartość to ci ludzie, którzy są obok, czy na wyjazdach, czy na Sylwestra i jest petarda i jest nowy dom i czy tu czy na Wilanowie to. Zawsze nas znajdą:)

Koton

niedziela, 11 listopada 2018

XXX Bieg NIepodległości

Nie ma Morrisa jest małżeńskie życie. Czas płynie, jest kolejny powrót do biegania i tak sobie myślę, że niektórzy ciągle rzucają, czy alkohol, czy papierosy, tak ja wracam. I  znowu wyciągam z głębi szafy te buty sportowe i ciuchy biegowe. I po półrocznej przerwie pobiegałem kilka razy nad Świdrem i od razu poczułem się jeszcze lepiej i dziś stanę na starcie jubileuszowego Biegu Niepodległości, na dodatek w stuletnią rocznicę odzyskania przez nasz piękny kraj wolności. A później świętowanie, imieniny Długiego, co może brzmieć akurat groźnie gdyż po takiej właśnie imprezce kilka latek temu wziąłem jedyny w swojej karierze urlop na żądanie... No ale kilkudniowa impreza była kolorowa, młodymi byliśmy kawalerami, a dziś obaj pod okiem żon, raczej już tak nie narozrabiamy. A jak małżeńskie życie? Niektórzy mówią, że nie zmienia się nic, a ja myślę zupełnie inaczej. Przynajmniej u mnie zmieniło się wszystko. A teraz do biegu, gotowi, start!


Koton

środa, 10 października 2018

01.07.2004 - 10.10.2018

Tytuł mówi wszystko - smutek i żal. Dzisiaj umarł Morris. I po dniach radości po weseleniu się na weselu, po czterdziestych urodzinach w Wojszynie gdzie do dziś echo niesie odgłosy radości i śmiechu, nadszedł ogromny smutek, który ścisnął za serce i jak z cytryny, wyciska ze mnie łzy. Morisek był już bardzo słaby, jednak przez myśl mi nie przeszło, że to już jego pora. Szykowaliśmy mu ogródek, w którym miał dożyć jeszcze te kilka lat spokojnej starości. Ostatnio jednak nie witał mnie w progu jak to czynił codziennie od czternastu lat. Nie przychodził do łóżka na dobranoc, co również było zwyczajem każdego dnia. Nie przytulał się, nie łasił, chował w kącie i niewiele go było widać w ciągu dnia. I dziś otrzymałem przesmutną odpowiedź, potwierdzającą również mądrość tego niezwykłego kota. Morris przygotowywał mnie na swoje odejście, chciał przyzwyczaić do chwil kiedy go nie będzie...

Dziś z samego rana pojechałem z Morrisem do weterynarza, tak rutynowo, akurat wziąłem dzień wolny i chciałem załatwić kilka spraw, między innymi z kotem do lecznicy, żeby zobaczyli, co on taki niemrawy. Do klatki wszedł jak nigdy - kompletnie zwiotczały, bez najmniejszego oporu. Nie miauknął ani podczas jazdy, ani w kolejce do gabinetu. Leżał i czekał. Gdy nadeszła pora wizyty wyciągnąłem Moriska z klatki i postawiłem na tym bezdusznym stole ze stali nierdzewnej, pani doktor chciała mu pobrać krew do badań. No i się zaczęło. Morris nienawidził gabinetów lekarskich, w końcu cztery lata temu gdy miał wylew, w tej samej sali stoczył, ciężką, kilkudniową, ale na szczęście zwycięską walkę o życie. Tym razem też zawalczył, i to jak! Panie widząc starego kota myślały, że pójdzie gładko, a tu Morris przy próbie zastrzyku zerwał się, wyprężył w pałąk, wyrwał z lekarskiego uścisku, pozrzucał wszystko z bezdusznego stołu i dopiero złapałem gdy już spadał na kafelkową podłogę. Krwi pobrać się nie dało. Pani doktor widząc przerażenie Morisa, jak bije jego serce i jak oddycha zaprowadziła mnie do osobnego gabinetu, gdzie przez około kwadrans podawałem Morisowi tlen, żeby się uspokoił. Niestety nadeszła kolejna próba, tym razem założenia wenflonu. Panie doktor wzięły kota i kazały mi zostać, po chwili, zrobiło się zamieszanie, bieganina, wołanie kolejnych lekarzy o pomoc. Nawet nie zdążyłem się zorientować gdy jedna z pań doktor przyszła i powiedziała: "- bardzo mi przykro, pana kot umarł... " Panie dały mi kilka minut spokoju, które nie były spokojne. Łzy cisnęły się samoistnie, co gorsza chcąc stłumić płacz wydawałem z siebie bliżej nieokreślony skowyt. Później było już tylko gorzej, bo Pani spytała czy go chcę, czy mają go zabrać. Powiedziałem, że nie chcę, szybko zmieniając zdanie na chcę. Pisząc to w tej chwili nie wyobrażam sobie co by było jakbym go tam po prostu zostawił. Moriska dostałem zawiniętego w lekarski kocyk, z półprzymkniętymi oczkami i zgiętymi wpół łapkami. Wyglądał jakby drzemał. Po raz ostatni zatopiłem dłoń w jego cudownej, rudej sierści. Płacząc po drodze, zawiozłem go do domu w Pogorzeli, wykopałem grób i pochowałem.

Pięć dni temu skończyłem czterdzieści lat, coś się zaczęło, coś się skończyło. Na dodatek umarł Morris. Symbolika tych wydarzeń jest więcej niż wymowna. Do widzenia Przyjacielu, dziękuję Ci za te wspaniałe 14 lat wspólnego życia, za mądrość, nasze rytuały, kocią miłość i same dobre emocje....



Koton

niedziela, 23 września 2018

10 dni do 40stki

No może ciut więcej niż dziesięć, ale niech tak zostanie. Już bardzo blisko i stuknie, nie wiadomo za bardzo jak i kiedy. A jednak myślę, że w dobrym momencie, kto wie czy nie najlepszym życia. I czuję, że kończę czterdzieści lat, a nie dwadzieścia, czy trzydzieści. W ostatniej dekadzie nastąpiła wyraźna przemiana pacjenta i nabyta została tak zwana mądrość życiowa albo chociaż jej odrobina. Troszkę zacząłem odwracać rzeczywistość i zamiast gonić, wolę czekać albo po prostu patrzeć co się stanie.

W takiej zwykłej pogoni za życiem ciągle się do czegoś dąży, czegoś chce, a na życie nie ma czasu. Biegnie się smaganym batem otoczenia i reklam, że tak trzeba, tak wypada. A ja się cofam. I w wieku lat prawie czterdziestu mogę z dumą powiedzieć, że się cofam. I doceniam minimalizm i radość z rzeczy małych. 

Jako dwudziesto, czy trzydziestolatek to życie bardziej mną targało bardziej niż ja nim.  Skutki były opłakane, znalazłem się nawet na innym kontynencie. Aż w końcu dotarło do mnie, że nie tędy droga. Kilka pań trzeba było wyciąć z fotografii, a ostatnie resztki uczuć ulokowałem w Magdzie. Tym razem los okazał się szczęśliwy i póki co odsetki rosną.I tak, po tym kalejdoskopie uczuć, trochę dzikiej młodości, nagle przed lustrem pojawia się pan, który za kilka dni skończy czterdzieści lat. Szok.

Lubię wracać do domu z pracy. A nie zawsze tak było. Lubię weekendy spędzane z już żoną, a ponad wszystko kocham nasze wspólne wyjazdy. I chociażby dlatego warto żyć. I piękne jest to, że lubimy spać w namiocie, telepać się setki kilometrów nie wiedząc tak naprawdę co nas czeka, a czasem po ludzku zaznać luksusu meldując się w kilku gwiazdkach. Bilans jest na plus. Na blogu po prawej wrzucam linki z fotami z wypraw.

Dystans. To słowo klucz. Co można, co wypada, a może wypada być po prostu sobą. Dążenie do doskonałości i nieskończoności. Żeby odciąć się od marketingu tego świata i być sobą. Po prostu, co jest trudniejsze niż się wydaje... bo tu wypada to, tu tamto.

Morris. Cieszę się, że ciągle jest, że od 15 lat cieszy swoją obecnością, i codziennie niezmiennie powtarzamy te same rytuały. Koty kochają powtarzalność i rytuały. Czterdziesto prawie letni ja też.

Plany? Najbliższe to przeprowadzka. Morris tres fragile:



Koton

poniedziałek, 10 września 2018

BNT. Fenomen

Na popularnym youtubie poza tonami chłamu są prawdziwe perełki. To fakt. Szukając oderwania od rzeczywistości w świecie internetu, zwłaszcza po pracy, lubię oglądać wyczyny BNT. Wyczyny niesamowite, wyczyny dla mnie nieosiągalne, chociażby ze względu na granicę strachu, o której kiedyś już pisałem przy innych ekstremalnych sportach. Ale jakie to musi być fantastyczne tak się wspiąć chociażby na dwustumetrowy dźwig. I stać sobie na nim w chmurach jak gdyby nigdy nic. Człowiek o stalowych nerwach to mało powiedziane. Koncentracja, siła mięśni. Brak strachu. Mega imponujące. I spokój. Taki śląski spokój. I fajnie, że powstał ładny reportaż, chociaż same realizcje BNT są bardziej hardcorowe, to próba dotarcia do wnętrza pana Marcina na pewno jest warta obejrzenia. A kanał BNT polecam jako obowiązkowy...


Koton

niedziela, 19 sierpnia 2018

W obiektywie

Jak bardzo była nam potrzebna podróż w tym roku? Już nawet nie chodzi o to, że poślubna. Ale na odpoczynek od pracy, budowy, czy samych przygotowań do wesela czekaliśmy z utęsknieniem. Nie, nie będę tym razem mlaskał, że minęła za szybko, to oczywiste. Ale wyjazd był petarda, czuć odpoczynek mimo przechodzonych kilometrów, w samym Sankt Petersburgu przedreptaliśmy jednego dnia 28km, nie było momentów załamania mimo np. 5 godzin oczekiwania na granicy estońsko - rosyjskiej. Były ładne pola namiotowe, w butli gaz, ładne hotele, całe mnóstwo wrażeń. Szkody? Porysowany zderzak w naszej poczciwej cytrynie, ale jest podróż wszystko może się zdarzyć, oby zawsze tylko tyle...





































Koton